Chyba nadeszła pora coś napisać... nie chcę porzucać bloga, odczuwam jakąś potrzebę pisania raz na jakiś czas o sobie, ale ostatni miesiąc był beznadziejny i przytłaczający. O ile 2011 rok był dla mnie dość dobry (pomimo sytuacji w których powinnam mieć doła, a łaziłam szczęśliwa jak to stwierdziła pewna bezstronna osoba) to jego końcówka mnie zmiażdżyła. Za dużo złych informacji na raz, wszystko spadło na mnie w ciągu kilku dni. Nie chcę pisać szczegółowo, bo nie wiem kto tu może wejść, nie wierzę w anonimowość w internecie. Fakty są takie, że siedzę sobie w mieście gdzie studiuję i się w sumie opierdzielam podczas gdy mam ochotę siedzieć w domu ze swoją rodziną. Kurwa, nie wiem czy problemy zbliżają do siebie ludzi, ale czuję w tej chwili jakieś silne powiązanie z najbliższą rodziną. Wcześniej głównie mieliśmy do siebie pretensje o wszystko i dalej odczuwam ten stan gdy jestem dłużej w domu, dobrze zrobiłam przeprowadzając się z domu i uparte dążenie do tego mimo ich sprzeciwów opłaciło się, ale z drugiej strony siedzenie tu w aktualnej sytuacji sprawia, że za dużo myślę - negatywnie. Sytuacja powinna się wyjaśnić w ciągu tego tygodnia podejrzewam, prawdopodobnie czeka mnie nerwowy weekend w szpitalu.
Z bardziej pozytywnych rzeczy - zaliczyłam semestr w szkole policealnej z dobrymi ocenami, dobrze, że przynajmniej jedna rzecz poszła dobrze. Na uczelni jak na razie mam trochę zaległości i mało motywacji do pracy, a sesja powoli się zbliża... nie wiem czy to jakieś 'wypalenie zawodowe' czy po prostu za dużo problemów się nagle zebrało i nie umiem się skupić na tej cholernej nauce czy co... śmieszny fakt - często się dziwiłam gdy widząc projektantów ubrań widziałam ludzi ubranych dość zwyczajnie, klasycznie i bezpiecznie, bo sama lubiłam się wyróżniać, nie byłam bardzo ekstrawagancka, ale coś było charakterystycznego w moim ubiorze, teraz dopadło mnie to samo. No nie ogarniam. Mogłabym chodzić ciągle w czarnych, albo białych rzeczach, chyba za dużo myślenia i gadania o tej całej modzie (a to dopiero początek lol).
W ogóle mam jakiś dziwny nastrój ciągle, może to przez to, że mało śpię, a jak mało śpię to wstaję zamulona i w kiepskim nastroju. Swoją drogą ciekawa zależność, ostatnio ją zauważyłam. Sypiam po 3 godziny i potem widzę wszystko w czarnych kolorach. Śpię po 12 i jest zajebiście...
Żeby więcej dodać do tego teraźniejszego bałaganu postanowiłam rozstać się z chłopakiem po dokonaniu 'poważnej rozmowy', cóż, rozmowa nam nie wyszła zbyt poważnie i dalej zwlekam z decyzją (chyba po prostu potrzebuję jego wsparcia w najbliższym czasie i nie chcę sobie dowalać zmartwień), ale mam wrażenie, że po paru latach znajomości i bycia ze sobą jesteśmy w tej chwili bardziej jak starzy kumple niż para, a nagle zapragnęłam czegoś zupełnie innego. Chaotycznie to wszystko piszę, jestem od 20-paru godzin na nogach i chyba pora spać. Dzień zacznę zajęciami z anatomii, której nie znoszę i ona mnie też (nie zaliczony kolos

). Jak się ogarnę trochę to obiecuję pisać regularnie

.
-
cojalookam:
-
czarno_czerwona:
-
SUPERHEROINA:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›